Być na diecie

„Każdy trening zaczyna się już w kuchni”. Tak wiele razy to słyszałem, Wy też? Ale tak naprawdę się do tej kuchni nie przykładałem, gdyż nie do końca wiedziałem, jak się do tego zabrać. Z prasy kulturystycznej dowiadywałem się, że by zbudować mięśnie należy jeść… tak już wiecie 😉 : ryż, kurczaka i brokuły. A na redukcji kurczaka zamieniamy na chudą rybę i kaloryfer gotowy. Ryby zjadałem masowo, ale jedyny kaloryfer, który widziałem w lustrze, to ten na ścianie za mną (bohater drugiego planu ) 🙂 . I tak, jak wspominałem, pewnego dnia trafiłem na IIFYM (z ang. If it fits your macros). Ta zasada żywieniowa podważyła moje dotychczasowe przekonania o byciu na diecie. Przez lata słyszałem, że nie wolno jeść słodyczy, fast-food’ów, używać margaryny, jeść płatków śniadaniowych, itd., a nieprzestrzeganie tych zasad grozi zaawansowaną otyłością. Czy, aby na pewno? Według założeń diety IIFYM to, jakie produkty spożywamy nie jest tak ważne, jak to, ile kalorii zjadamy i jakich makroskładników dostarczamy swojemu organizmowi. W uproszczeniu wygląda to tak, że jeśli stale dostarczamy do naszego organizmu mniej kalorii, niż on potrzebuje na pokrycie naszego wydatku energetycznego, tworzy się tak zwany deficyt kaloryczny. Organizm musi zdobyć skądś tę brakującą energię i pobiera ją z „magazynu” stworzonego na tę specjalną okazję – czyli tłuszczu. Budowanie mięśni działa na podobnej zasadzie, bo dostarczając organizmowi lekką nadwyżkę kaloryczną stwarzamy mu warunki, do tego, aby budował mięśnie. Jak widzicie, kluczem do tego wszystkiego jest kaloryczność naszej diety. Ujemny bilans stwarza warunki do chudnięcia, natomiast dodatni, to idealne warunki do budowania mięśni. Ujemny bilans energetyczny możemy stworzyć poprzez zmniejszenie spożywanych kalorii albo przez zwiększenie wydatku energetycznego lub poprzez oba te czynniki jednocześnie. Wydatek energetyczny to każdy ruch i nie muszą to być wcale godzinne sesje na orbitreku lub bieżni 🙂 . Nadwyżkę kaloryczną stwarzamy poprzez spożycie większej ilości kalorii, niż nasze aktualne zapotrzebowanie. Odpowiadając na nasuwające się pytanie: tak, można schudnąć jedząc wyłącznie śmieciowe jedzenie, przy założeniu, że ilość kalorii dostarczana w ten sposób, będzie niższa, niż zużywa nasz organizm. Czy to jest rozsądne? Odpowiedzcie sobie sami, w sieci można znaleźć różne artykuły na ten temat, więc jeśli ktoś chce się w ten sposób odżywiać, to już na własne ryzyko. Wracając do tematu, niestety, a może i stety, nasz organizm to maszyna idealna i radzi sobie po swojemu w każdej nienaturalnej sytuacji, dlatego też deficyt kaloryczny niepoparty ćwiczeniami siłowymi może nas doprowadzić do bycia szczupłym, ale otłuszczonym (tzw. „skinny fatty”). Mięśnie stale nieprzeciążane są zbędne dla organizmu. Dlatego, nie chcąc uszczuplać swoich stanów magazynowych, pozbywa się ich na pokrycie deficytu energetycznego. I dlatego też możemy stracić kilogramy katując się godzinami aerobów lub jedząc minimalne ilości jedzenia, ale patrząc na kompozycję ciała, nie będziemy już tacy szczęśliwi. I odwrotnie – przesadna nadwyżka kaloryczna, pomimo ćwiczeń na siłowni, może być prostą drogą do otłuszczenia się (sam to już przerobiłem, co widać na zdjęciu „before” w poprzednim wpisie) – więcej o treningu w przyszłości, bo obiecałem utrzymywać zwięzłą formę wpisów 🙂 . Reasumując, jedząc warzywa i owoce dostarczymy do organizmu niezbędne witaminy, minerały i błonnik. Nasz organizm na pewno nam za to podziękuje zdrowiem i dobrym samopoczuciem. Ale cała elastyczność IIFYM polega na tym, że nasza dieta nie musi oznaczać samych wyrzeczeń i ograniczania się jedynie do wybranej grupy produktów. Oczywiście, cudów nie ma, na pewne „poświęcenia” musimy być gotowi, ale jeśli mamy ochotę na jakiś produkt, który lubimy, a znajduje się on na „czarnej liście”, to stosując zasady IIFYM możemy swobodnie go uwzględnić w swoim dziennym zapotrzebowaniu kalorycznym. Przy takim podejściu nasza dieta okazuje się być już nie taka straszna i rygorystyczna, a przez to możemy łatwiej realizować nasze założenia i cele. Dlatego stale powtarzam swoim podopiecznym, aby nie rezygnowali z przyjemności, bo dieta oparta w 80% na czystym jedzeniu, a w 20% na tym, powiedzmy, mniej zdrowym (zachowując wymagany poziom kaloryczności) może być naprawdę skuteczna, a przy tym przystępna i nieskomplikowana. A czyż nie łatwiej będzie nam wytrwać w diecie, jeśli będzie ona przyjemna i w miarę możliwości różnorodna i nie będzie oznaczała kategorycznego rozstania z naszymi ulubionymi produktami? Czy nie chętniej akceptujemy i przestrzegamy dietę, podczas której zjedzenie czegoś słodkiego nie musi być naznaczone wyrzutami sumienia i poczuciem osobistej porażki? Dieta nie musi być bezwzględnym reżimem żywieniowym, od którego po krótkim czasie będziemy chcieli uciec jak najdalej, najpewniej do starych nawyków i kilogramów, a może nawet i paru nowych (efekt jo-jo). Dieta przede wszystkim powinna służyć nam, a nie na odwrót 🙂 .

J.

Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz się skonsultować napisz: joel@trenujzglowa.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: