Jak zacząłem trenować z głową

Pisząc ten wpis uzmysłowiłem sobie, że minęło już 18 lat od mojego pierwszego siłowego treningu. To więcej niż połowa mojego życia, ale inteligentnie trenuję dopiero od ponad roku.

Przez te lata mój trening wcale nie różnił się od tego, który widzi się na siłowniach. Robiłem wszystko „jak należy”, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Kupowałem co miesiąc kulturystyczną prasę, by  zawsze być na bieżąco z nowinkami treningowymi i suplementacją. Robiłem to w najlepszej wierze dla siebie i dla klientów (5 lat pracowałem jako instruktor w nieistniejącym już klubie fitness). Co kilka tygodni zmieniałem trening – bo mięśnie potrzebują szoku, podnosiłem w zakresie 12-15 powtórzeń, a trening bez pompy i zakwasów to nie był trening. Przysiady, martwy ciąg tylko lekkimi ciężarami, by nie nabawić się kontuzji – sumiennie korzystałem z porad fachowej prasy. Do tego każdego miesiąca tona supli, bo pomagają nam osiągnąć wymarzone cele. W kuchni unikałem węglowodanów, a przede wszystkim cukru, tłuszcz był na porządku dziennym, bo przecież zdrowy i pomocny w osiągnięciu formy. 6-7 posiłków co 2-3 godziny, bo to nakręca metabolizm przecież i pozwala uniknąć katabolizmu. Ostatni posiłek 2h przed snem i tylko białko, bo węglowodany powodują odkładanie tłuszczu. Wisienką na torcie powinien być ryż z kurczakiem i brokułami, ale tego akurat udało mi się uniknąć, gdyż równie długo jak trenuję, z mięs jadam tylko ryby. Zatem wołowinę, kurczaka i indyka zastąpiłem jajkami, tilapią, łososiem i tuńczykiem z puszki. Pochłaniałem te produkty w ilościach hurtowych, bo przecież paker musi jeść 3,5g białka na kilogram masy ciała! Niestety i tak wszyscy dookoła mówili, że bez kurczaka nie zbuduję solidnej formy… a ja w to wierzyłem. Pomimo, że od pierwszego treningu w ciągu ponad 16 lat dorobiłem się sporej masy, to i tak nie byłem z tego wszystkiego w pełni zadowolony (no cóż w znacznej ilości była to niestety masa…tłuszczowa). Nawet godziny aerobów nie pomagały, choć rowerek i orbitrek zamęczałem „na śmierć” ;-).

Ubrany wyglądałem dość postawnie – 98kg ładnie wypełniało ubrania w rozmiarze XXL, ale bez koszulki znikała iluzja i wyglądało to dość… marnie… sami zobaczcie:

2016-04-15 11.21.00

I tak, niespełniony, próbowałem szukać czegoś dla siebie, tym razem już nie w gazetach typu KiF, Muscular Development itp., ale w sieci. Pewnego dnia trafiłem na IIFYM i ten dzień na zawsze zmienił mnie i moje podejście do treningu. Wiedzę chłonąłem, jak gąbka, oglądałem filmiki, czytałem artykuły, książki, aż w końcu postanowiłem spróbować, tym bardziej, że wcale nie wydawało się to takie trudne, jak zawsze myślałem. Na pierwszy rzut miała iść redukcja. Spójrzcie jeszcze raz na zdjęcie powyżej – chyba nikogo nie zdziwiła moja decyzja? :-). I tak podjąłem próbę w lutym 2015r i co się okazało?

Zacząłem trenować zupełnie odwrotnie niż dotychczas – nie zmieniałem zupełnie planu treningowego, robiłem te same ćwiczenia co tydzień. Jedyna zmienna to ciężar, ćwiczyłem w zakresie 4-6 powtórzeń, bez pompy i bez zakwasów. Przysiady, ciągi, wyciskania, wiosłowania – na tym opierał się mój ciężki trening. Żadnych superserii, gigantserii i innych wymyślnych kombinacji. Rowerek, by nie zardzewiał, był w użyciu tylko 3 minuty na rozgrzewkę. Przestałem całkowicie robić aeroby, których zresztą nie lubię i coś mi się zdaje, że nie tylko ja :-). Monohydrat kreatyny i kofeina, to było jedne, czym się suplementowałem. W kuchni zacząłem ważyć produkty, liczyć kalorie, przyglądać się etykietkom, jeść dużo węglowodanów (nawet Nutella wróciła do łask :-)). Początkowo jadłem 4 posiłki dziennie, a później już nawet tylko dwa, przerwy pomiędzy posiłkami sięgały nawet 20h, a najlepiej trenowało mi się bez śniadania. Najobfitsze posiłki jadłem na kolację, w tym lody, Nutella itp., a 15 minut później kładłem się spać. Zmieniłem podejście do uzupełniania białka w diecie, także nawet ryb i jaj prawie w ogóle nie jadłem, a białko czerpałem głównie z nabiału i roślin. Ku mojemu zdziwieniu z miesiąca na miesiąc ubywało mi kilogramów, a moje ubrania zaczynały wyglądać na mnie, jakbym korzystał z szafy starszego i większego brata (tłuszcz ma gąbkowatą strukturę i przez to mamy bufiaste rozmiary, ale tak naprawdę to wciąż tylko tłuszcz…).  Ludzie dopytywali, czy jestem zdrowy, bo kiedy chudniesz od razu podejrzewają Cię o ciężką chorobę lub snują inne dziwne domysły…

Moja redukcja trwała 8 miesięcy, od października 2015r powoli wracałem na poziom kalorii nastawiony na budowania masy, ale już mięśniowej. Proces redukcji trwał tak długo, bo nie chciałem robić tego w drastyczny sposób, aby nie odbiło się to negatywnie na moim zdrowiu. A poza tym zgubienie ok. 20 kg tłuszczu, to nie mrugnięcie okiem, szczególnie, gdy chce się to robić z głową :-). Redukcję zakończyłem z wagą 74kg! Z rozmiaru XXL przesiadłem się na L. Dla ogółu był to powód do drwin  i plotek o moich problemach, dla mnie był to moment mojego wewnętrznego triumfu, gdyż ja widziałem coś, czego nie widzieli inni:

2016-04-15 11.17.41

Osiem miesięcy inteligentnego treningu doprowadziło mnie do tego, czego nie mogłem osiągnąć przez 16 lat ćwiczeń! Szok! Ile czasu zmarnowanego, ile wyrzeczeń (tyle lat bez Nutelli! 🙂 ) i ile wydanych pieniędzy na niepotrzebne nikomu suple!Mięśni za wiele nie ma … jeszcze :-), ale je wreszcie widać i widząc je, śmiało mogę nad nimi dalej pracować. Porównaj sobie zdjęcia i zobacz jaką kołdrę nosiłem…

W kolejnych wpisach będę w skrócie wyjaśniał cały proces i dlaczego te ogólnie przyjęte zasady to mit. Postaram się to robić jak najprościej, by było to łatwiejsze do przyswojenia i aby nie zabierać Ci za dużo czasu, który już mi poświęciłeś  – dzięki! :-).

Jeśli jednak to wszystko będzie  dla Ciebie za dużo i wolisz, żebym to ja myślał za Ciebie – napisz, jestem otwarty na współpracę. Chętnie służę swoją wiedzą  i doświadczeniem, również online.

Mam nadzieję, że już za niedługi czas takimi metamorfozami będą  chcieli się pochwalić moi obecni podopieczni, a w przyszłości może i Ty podzielisz się z nami swoją historią :-).

Obecnie jestem jakieś 7kg cięższy (absy cały czas widoczne), ale up-date formy i dalszych moich poczynań wrzucę, jak będzie na to czas i nie będziemy mieć ciekawszych tematów do omówienia, hihi.

Dzięki za te parę minut uwagi i pamiętaj: Trenuj z głową!

J.

3 thoughts on “Jak zacząłem trenować z głową

  • Pełen profesjonalizm, bardzo indywidualne podejście do każdej osoby, która chce zrzucić zbędne kilogramy i zmienić tryb życia. Gorąco polecam. Dziękuje Joel za wsparcie, motywację i mnóstwo pozytywnej energii

  • Nigdy wcześniej nie udało mi się zrzucić tyle kg w tak krótkim czasie z niewielkim tak naprawdę wyrzeczeniem….:D zapieralam się że to nie dla mnie….tysiące wymowek aż wreszcie zaryzykowalam i zaufalam..;);););) efekty mówią same za siebie a ja dzięki Tobie znowu podobam się sobie i nie tylko…;) Wielkie Dzieki…;)

  • Joel ja nie potrafię ładnie pisać..
    Ale z całego serducha dziękuję Ci za wszystko!!!
    A Ty sam dobrze wiesz za co 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: